Wełniane dywany
Uwielbiamy dywany i wykładziny. Rarytasem są dywany wełniane. Te można gryźć bez ustanku. To przywara każdego mola? to, co inni nazywają niszczeniem, my nazywamy wielką ucztą królewską. Ludzie mawiają, że ktoś musi nie spać, by ktoś mógł spać, a ktoś płakać, żeby ktoś mógł się śmiać. No i słusznie kochani! To, że zjemy wam kawałek sukienki ślubnej sprzed dwudziestu lat albo zaatakujemy dywany i wykładziny, to jeszcze nie katastrofa! Nie jesteśmy typowymi szkodnikami. Nawet nie trujemy, nie atakujemy, nie powodujemy chorób. W sumie można by podsumować, że jesteśmy niegroźni. To za co nas tak nie lubią? Za nasze skłonności rzucania się na wszystkie dywany wełniane w domu? Co za ludzie! Przecież nie jemy wam dzieci i wypijamy krwi z waszych szyj jak wampiry. No, nic wam nie robimy. Nawet nie zawsze dostrzegacie naszą obecność. A czy wy, jak trzepiecie dywany i wykładziny, to myślicie, że nie pozbawiacie życia wielu z nas? No i co? I kto jest taki mądry? To my powinniśmy się w końcu zdenerwować i podnieść bunt. O tak, pozjadać wszystkie dywany wełniane w domu tak, żeby nam wszystkim spuchły brzuchy z przejedzenia. Dbając jednak o linię, nie pozwalamy sobie na otyłość. Widzieliśmy co dzieje się z amerykańskimi molami jak te nie potrafią ograniczyć swojego żarłocznego ataku głodu. My za to jesteśmy wybredne. Przecież sami widzicie, że nie tykamy się wszystkiego w domu. Chyba nie myślicie, że te firanki z salonu są dla kogokolwiek smaczne. Raz zrobiłyśmy na nie wyprawę i przez tydzień targały nami niestrawności żołądka. Nigdy więcej firan! Za to nie pogardzimy garderobą. Tam lubimy przesiadywać najczęściej. Delektujemy się płaszczami, kurtami i koszulami. Te świeżo wyprane nas mniej interesują. A środki dezynfekujące? Myślicie naiwnie, że to pomaga? Haha! Są dla nas tylko tym, czym dla was kadzidełka na romantyczną kolację. Dajcie nam po prostu żyć normalnie!
Pozostaw swój komentarz